Psia Terapia

W dżungli życia,w życia buszu zawsze Ci pomogą cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon . L.J.Kern

Terapia z udziałem psa

  • sobota, 10 listopada 2012
    • Ratunku, boję sie kota!

      Ostatnio było o lękach przed zwierzętami i dziś (na prośbę jednej z czytelniczek) chcę pociągnąć ten temat, tym razem pod kątem radzenia sobie z fobią u dzieci. Może trudno sobie wyobrazić, aby dziecko bało się kota, ale niestety tak czasem może się zdarzyć. Dzieci mają ogromną wyobraźnię i może dojść do tego, że ta wyobraźnia sprawi, że jakąś niewinną sytuację zinterpretują jako przerażającą. Mogą zobaczyć pazury kota w trakcie zabawy, czy kadr z filmu gdzie kot poluje i przestraszyć się, i wówczas nawet z tak pozornie niewinnej sytuacji wyobraźnia dziecka może stworzyć z kota obiekt zagrożenia. Częściej zdarza się, że dzieci boją się psów. Cóż, psy bywają głośne, szczekają, warczą i dziecko może się instynktownie przestraszyć samego hałasu. Psy mają zęby, są podobne do wilka itp., ale o tym jak powstać mogą lęki to pisałam w poprzedniej notce. No tak, ale co zrobić jak owy lęk już jest? Jak odczulić dziecko, które boi się kota lub psa? W wielkim skrócie można by napisać, że odczula się: STOPNIOWO, SYSTEMATYCZNIE i BEZPIECZNIE.

      STOPNIOWO, czyli od czegoś co w małym stopniu przypomina sprawcę lęku, aż do kontaktu z owym sprawcą. Jeżeli przedmiotem lęku jest kot, to warto zacząć od czytania bajek o kotach czy kupienia pluszaka kota. Potem można zacząć oglądać albumy ze zdjęciami kotów, opowiadać o zwyczajach kotów, a nawet wybrać się do zoo, aby zobaczyć różne dzikie koty. Można też bawić się figurkami kotów, układać puzzle itp. Wszystkie te zabawy muszą być w miłej atmosferze, tak aby w dziecku wyrabiało się poczucie, że z wizerunkiem kota wiąże się coś przyjemnego. Kolejne kroki mogą wiązać się z obserwacją z daleka kota, który jest czymś zajęty (bawi się, śpi). To też musi odbywać się w BEZPIECZNEJ atmosferze, a nie pod przymusem. Dopiero kiedy dziecko czuje się bezpiecznie w obecności kota można dążyć do próby interakcji z kotem (czyli rzucenia mu czegoś do jedzenia, zabawki itp.). Kolejne kroki, to dotykanie i tak dalej...

      W tym miejscu wspomnę dziewczynkę, z zajęć dogoterapii w szkole, gdzie prowadziłam zajęcia terapeutyczne z psem, dla grupy czworga dzieci. Z tych 4 dzieci jedna z dziewczynek bała się panicznie psów. Dla rodziców był to problem, bo dziewczyna była niepełnosprawna i spotykając na ulicy psa wpadała w panikę, krzyczała, wyginała się w swoim wózku inwalidzkim, nawet mogła z niego wypaść. Jak zaczęłam przychodzić z psem do tej grupy, to początkowo panie nauczycielki wyjeżdżały z dziewczynką z sali, do sali obok. Po pewnym czasie zauważyłyśmy, że dziewczyna reaguje spokojem i ciekawością na moje przyjścia, więc zostawiłyśmy ją w sali gdzie miałam zajęcia z pozostałymi dziećmi, z tym, że jej wózek stał tyłem do psów i w rogu sali. Czyli była na zajęciach, ale tyłem do nich i w bezpiecznym dla niej kącie. Po kolejnych kilku zajęciach, zaczęła się wyraźnie okręcać i wyginać w swoim wózku inwalidzkim, tak aby zobaczyć co ten pies robi z jej koleżankami i kolegami z grupy. To był moment, że panie nauczycielki powoli przestawiały wózek z zajęć, na zajęcia coraz bardziej przodem do sali. Nie będę opisywać dokładnie kolejnych miesięcy, niemniej po roku zajęć, Kika mogła dziewczynie oprzeć głowę na kolanach, a rodzice przyznali, że dziewczynka nie krzyczy już na widok psa na ulicy :). To było takie odczulanie "mimochodem", bo właściwie to przychodziłam z psem na zajęcia z pozostałymi dziećmi w grupie, a odczulanie dziewczyny z fobią odbyło się niejako przy okazji :)

      Myślę, że powyższy przykład dobrze tłumaczy co oznacza STOPNIOWE oswajanie z bodźcem, którego się boi dziecko.

      SYSTEMATYCZNIE, czyli nie odczulam raz na pół roku, przy okazji odwiedzin u cioci, która ma kota, tylko jest to praca terapeutyczna. Aby przestać się czegoś bać musimy stopniowo i systematycznie oswajać się z tym bodźcem, mieć z nim kontakt. Jest to też argument dla pracy osób prowadzących zajęcia terapeutyczne ze zwierzętami, że jeśli mamy jakiś cel terapeutyczny zajęć, to nie osiągniemy go przy sporadycznych wizytach, tylko ma to być nasza regularna praca. Ale o tym to już nieraz pisałam...

      BEZPIECZNIE, czyli nie w atmosferze przymusu, wyśmiewania z lęku, dziwienia się, czy bagatelizowania lęku ("Jak taka duża dziewczynka może bać się kota", albo "No co ty, nie przesadzaj, przecież to jest tylko kotek"). Jeżeli chcemy komuś pomóc zwalczyć lęk, to musimy ten lęk potraktować poważnie i uszanować to, że dziecko ma prawo się czegoś bać, a my jesteśmy po to aby dziecko zrozumieć i mu pomóc, a nie obśmiać je i targające nim uczucie. Bez atmosfery bezpieczeństwa i zrozumienia nie wytworzy się nowe połączenie zagrażającego bodźca (czyli np. kota) z czymś przyjemnym. To przyjemne musi mieć miejsce, a nie zawstydzanie, pogardzanie, czy wyśmianie, bo wówczas następuje tylko dodatkowe utrwalenie fobii ("kot to coś strasznego i w obecności kota przeżywam wstyd, upokorzenie"). Czyli jeśli odczulać to powoli, ze zrozumieniem, z akceptacją tego, że ktoś się boi i wymaga małych kroków.

      A na koniec mogę tylko wspomnieć, że zajęcia terapeutyczne z udziałem psa (dogoterapia) lub kota (felinoterapia), to może być bardzo dobre miejsce do przeprowadzenia takiego odczulania u dziecka. Coraz więcej fundacji poza psami pracuje też z kotami (choć w Poznaniu chyba jeszcze nie ma felinoterapii) i jak widać ma to swoje uzasadnienie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Ratunku, boję sie kota!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anna.schmidt
      Czas publikacji:
      sobota, 10 listopada 2012 18:57
  • środa, 10 października 2012
    • Morka

      Ten wpis będzie nie o moim psie, lecz o psie, który zrobił kiedyś na mnie ogromne wrażenie.

      Morkę poznałam w 2006 roku na szkoleniu w fundacji Dogtor. Ze swoją opiekunką Krysią pokazywała nam jak wygląda praca z dziećmi w zajęciach terapeutycznych z udziałem psa. To Morka pierwsza pokazała mi jak można odpowiadać na pytania na wyciągnięty palec dziecka. Potem tej prostej, a jak przydatnej w pracy z dziećmi sztuczki, szybko nauczyłam Terego. Pamiętam ciche, spokojne komendy, wydawane Morce przez Krysię i Morkę wpatrzoną w panią i natychmiast je wykonujące. Bez podniesionego głosu, bez powtarzania. Taki niezwykle spokojny, cichy i zgrany duet. Bez podskoków, fajerwerków, hałasu, a jakże robiący ogromne wrażenie.

      Potem Morka wraz z panią odwiedziła nas w Poznaniu, przy okazji szkolenia dla poznańskich potencjalnych wolontariuszy dogoterapii. Niewiele mam zdjęć z tego spotkania. Pamiętam mój poranny spacer z moimi dwoma psami na smyczach i z Morką luzem, na łąkę i moje zdziwienie jej spokojem. Cóż przywykłam już do szaleństw nadpobudliwej Kiki i podkręcenia Terusia w obecności innych suczek.

      W 2010 roku Morka została jednym z laureatów konkursu na Psa Roku. Zawsze znajdą się tacy, co będą krytykować takie konkursy, psy zdobywające nagrody, czy nagrody pieniężne (co można niestety wyczytać w paskudnych komentarzach w necie). Przykre jest to, że tacy ludzie nie mają pojęcia i nie znają tych psów otrzymujących te nagrody. Nie mają pojęcia jak wiele dobrego dla dzieci autystycznych, w hospicjach, czy domach dziecka może zdziałać zrównoważony, świetnie wyszkolony pies ze spokojnym właścicielem. Nie jest prawdą, że psy w dogoterapii tylko liżą. Nie o to chodzi w pracy z dziećmi! Morkę pamiętam jako świetnie wyszkolonego psa wpatrującego się w swoją panią. Nie psa do lizania, tylko psa, który wykonując bezbłędnie wszystkie komendy swojej pani potrafił nawiązać relację z dzieckiem.

      Morkę pamiętam też jako niesamowitego tłuściocha, co w naszej rodzinie stało się już przysłowiowe. Teraz kiedy Kika obrasta tłuszczem, śmiejemy się, że Kika siada już jak Morka.

      21 września Morka odeszła za psi Tęczowy Most. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy ile osób będzie ją miło pamiętać...

      Więcej o Morce możecie przeczytać np. tu i tu, oraz szukając w archiwalnych stronach fundacji Dogtor.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anna.schmidt
      Czas publikacji:
      środa, 10 października 2012 12:35
  • środa, 13 czerwca 2012
    • non profit czy płatnie?

      Przyglądam się po 2 letniej przerwie działaniom fundacji dogo/kynoterapeutycznym, indywidualnym działaniom dogoterapeutów i jaką widzę zasadniczą zmianę? Dla niektórych wszystko jest na sprzedaż. Czasy komercyjne, zawsze znajdzie się chętnych na kupienie czegokolwiek, więc i sprzedawać można cokolwiek. I tak pojawiają się płatne "urodziny z psem", płatne zajęcia terapeutyczne z psem, płatne zajęcia AAA w określone dni tygodnia  i można by pewnie mnożyć inne wspaniałe pomysły na płatne zajęcia z udziałem psa. Przecież wszystko można sprzedać.  I wiem, że znajdzie się zaraz grupa która postuka się po głowie i stwierdzi, że się czepiam, wymądrzam, jestem nieżyciowa (bo z czego mają się utrzymywać fundacje?), czyli generalnie wsadzam kij w mrowisko. 

      Czepiam się, bo jeżeli na stronach jednej z fundacji widnieje informacja, że działamy non profit, to dlaczego ta fundacja reklamuje na pozostałych stronach same płatne zajęcia? I czy owa informacja o non profit jest dla osób, które chcą skorzystać z zajęć dogoterapii lub kursu, czy też dla wolontariuszy z psami, aby wiedzieli, że jeśli nawet zajęcia w których uczestniczą jako przewodnik z psem są płatne, to oni nie mają oczekiwać za to wynagrodzenia? Dla mnie takie stawianie sprawy jest nieuczciwe i dla wolontariuszy (bo mogą się poczuć wykorzystywani dla cudzych celów) i dla potencjalnych nabywców działań fundacji. Rozumiem, że w każdej fundacji muszą być płatne formy działań, bo z czego utrzymać tych co ją prowadzą  (np.etat takiej osoby), czy ośrodek (jeśli taki fundacja posiada). I nie mam nic przeciwko temu jeśli są to pieniądze ze szkoleń, kursów, zewnętrznych dotacji, 1%, czy z działalności gospodarczej fundacji. itp. Ale ważne jest to aby taka fundacja była również w zgodzie ze swoim statutem i działała w dużej mierze bezpłatnie na rzecz niepełnosprawnych, czy szerzenia wiedzy kynologicznej. Nie do przyjęcia jest dla mnie to, że większość form pracy  to płatne zajęcia, a bezpłatnie to można się tylko pokazać i wypromować na festynie, czy miejskiej imprezie. Bo jeśli tak nie jest to czymże różni się taka fundacja od prywatnego ośrodka terapeutycznego, gdzie cennik jest jasny i wszystko jest płatne (ach, czasem pierwsze zajęcia są gratis)?

      Przeciwna też jestem psiemu biznesowi, czyli czerpaniu korzyści finansowych z pracy psów (dogo/kynoterapii), tak jak np. z psychoterapii, do czasu, aż nie powstaną wyraźne wytyczne i zewnętrzne kontrole dotyczące ochrony psa w takim psim biznesie, wykształcenia jego przewodnika, jak i określenia konieczności udziału wykształconego terapeuty w takim biznesie. Bo czyż w samej definicji dogoterapii i zajęć AAT nie jest wymagana współpraca 3 istot: psa, jego przewodnika i terapeuty (np. pedagoga, psychologa, fizjoterapeuty)? I jeśli już będą te jasne zasady i standardy dla całej Polski, to można wtedy i czerpać korzyści materialne, tak jak z psychoterapii (czyli wracam w tym miejscu do argumentów we wpisie o zawodzie kynoterapeuty).  Ale jest jeszcze dodatkowy argument przeciwko psiemu biznesowi - dobro psa. Tak jak słyszy się czasem o nieludzkim wykorzystywaniu koni, czy koniach nadużywanych w hipoterapi, tak podobne przypadki mogą zaistnieć  i w psim biznesie terapeutycznym. Trzeba mieć jasne standardy moralne i dojrzałą strukturę osobowości, aby pracować ze zwierzętami dla pieniędzy bez szkody dla nich. I wiem, że takie osoby są i chwała im za to. Ale też  są tacy dla których pieniądze, czy własne ambicje  mogą sprawić, że zapomni się o dobrostanie psa i pies stanie się maszynką do zarabiania, lub uzyskiwania własnego prestiżu.

      Dlatego pomimo tego, że zawsze znajdą się tacy co wszystko kupią,  psiemu biznesowi terapeutycznemu na razie mówię nie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anna.schmidt
      Czas publikacji:
      środa, 13 czerwca 2012 13:25
  • środa, 16 czerwca 2010
    • Po co zawód kynoterapeuta?

      Od 1 lipca w liście zawodów i specjalności na rynku pracy, (rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 27 kwietnia), rozpocznie funkcjonowanie nowy zawód: kynoterapeuty (dogoterapeuty). Inicjatorem starań o utworzenie zawodu kynoterapeuty było Polskie Towarzystwo Kynoterapeutyczne i jak można przeczytać na stronach Towarzystwa, przypisuje sobie fakt powstania tego zawodu za sukces. Dla niewtajemniczonych, dodam tylko, że kynoterapeuta został zaklasyfikowany z kodem 323007, w grupie "Praktykujący niekonwencjonalne lub komplementarne metody terapii".

      A ja się zastanawiam, po co komu stworzenie zawodu kynoterapeuty (dogoterapeuty)? I co się dziwić, że owy zawód został zakwalifikowany do metod niekonwencjonalnych (obok np. ziołolecznictwa)?

      Marzeniem osób zajmujących się kyno/dogoterapią (m.in. PTK) było aby nowy zawód został wpisany do grupy zawodów bardziej "naukowych" (choćby fizjoterapii), niż "praktykujacy niekonwencjonalne metody terapii". Ale na jakiej podstawie? Aby coś zaliczyć do grona metod naukowych, muszą istnieć badania potwierdzające naukowość owej metody. Nie wystarczą "świadectwa" o radości jaką sprawia dana metoda, czy o rozwoju jakiejś umiejętności u osoby do której przychodzi pies z przewodnikiem (choćby "świadectwa"z tego blogu). To nie są naukowe, zbadane przypadki, tylko jednostkowe doświadczenia. Cały czas stoję na stanowisku, że aby mówić o terapii, najpierw musi być terapeuta. W dogoterapii widzę to w ten sposób, że najpierw jest terapeuta danej dziedziny nad którą pracujemy (pedagog, psycholog, fizjoterapeuta, logopeda itp.). On określa cel terapii, jej przebieg. Potem owy terapeuta z przeszkolonym psem (lub inna osoba-przewodnik z psem) realizują wytyczone zadania terapeutyczne, m.in. korzystając z pomocy psa. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że pies powinien spełniać rolę motywującą do lepszej pracy, bądź umilać jakieś trudne dla dziecka zadanie. Posłużę się przykładem z mojej psychologicznej "działki". Prowadziłam kiedyś terapię z 9 letnim chłopcem z bardzo patologicznej rodziny, chłopcem który nie chciał współpracować z żadnym z dotychczasowych pedagogów, psychologów, ani z kuratorem. Ja byłam kolejnym psychologiem na jego drodze. I w takiej sytuacji wykorzystałam właśnie psa. Przyszłam na spotkanie z chłopcem z Terim- moim flatem i wiem, że jego sympatie zdobyłam nie ja, tylko pies. Na każde kolejne spotkanie chlopak przychodził bardzo chętnie, bo wiedział, że będzie tam pies i będzie mógł się z nim pobawić. Ale to nie była terapia! Terapia zaczęła się dopiero potem, kiedy dzieki Teremu mogłam zdobyć zaufanie chłopca, złamać jego stereotypowe myślenie o psychologach, pedagogach itp. i przeprowadzić spokojnie psychologiczną diagnozę jego osoby i sytuacji rodzinnej. Podobnie jest też z leczeniem fobii. Spotkałam stwierdzenie, że kynoterapia leczy psią fobie. Chwileczke, to metoda psychologii poznawczo-behawioralnej leczy fobie (desensytyzacja). I to jest terapia, a wykorzystanie w niej psa jest jak najbardziej naturalne, jeśli mówimy o psiej fobii, ale nie nazywajmy tego od razu kynoterapią! Inna "działka"- logopedia. Każdy logopeda przeprowadza najpierw diagnozę, a dopiero potem wyznacza ćwiczenia dla dziecka (np. dmuchanie, układanie ust w ryjek itp.). W wykonywaniu tych ćwiczeń może pomóc obecność psa.  Jest to metoda na uzyskanie celu i uprzyjemnienie wykonywania trudnych ćwiczeń, ale nie nazywajmy tej metody zawodem.  To wciąż logopedia, a przez kyno/dogoterapią można okreslić metodę wykorzystania psa podczas ćwiczeń logopedycznych.

      Podsumowując ten wątek. Zaliczenie kynoterapii do grona zawodów "niekonwencjonalnych", to niestety degradacja zupełnie naukowych poczynań niektórych osób, wykorzystujących psa w swej pracy pedagogicznej, logopedycznej, fizjoterapeutycznej, czy psychologicznej. Tych działań gdzie jest okreslona diagnoza i program ćwiczeń ustalonych przez daną dziedzinę nauki, a gdzie pies pełni rolę  pomocniczą, motywującą. Z drugiej strony stworzenie tego zawodu legalizuje poczynania wielu osób bez kierunkowego wyksztalcenia, które odwiedzając dzieci z psem, bez wcześniejszej diagnozy dziecka, nazywają swoje działania zupełnie niepotrzebnie terapią. A jeszcze teraz będą mogły powiedzieć, że wykonują zawód kynoterapeuty.

      Kolejna sprawa. Aby mówić o zawodzie, powinny być szkoły kształcące w wykonywaniu tego zawodu. Czy obecne sposoby kształcenia przez fundacje i kurs bydgoski PTK można nazwać "szkołą". Czy obecny system szkoleń jest zgodny z przepisami oświaty i szkolnictwa? Przecież jeżeli ktoś chcialby zostać kynoterapeutą, to powinien mieć zagwarantowaną placówkę oświatową, gdzie może zdobyć dyplom i tytuł kyno/dogoterapeuty. Obecny system szkoleń niestety tego nie zapewnia. Niemniej obawiam się, że teraz PTK może swoją kilkuletnią bydgoską szkołę uznać jako kształcącą w zawodzie kynoterapeuty. Nie mam nic przeciwko szkoleniom dogoterapeutycznym, ale tylko wtedy jeśli nie mamią one uzyskaniem tytułu kynoterapeuty, jako zawodu. Dlatego szkolmy się lepiej jako pedagodzy, psycholodzy, fizjoterapeuci w renomowanych, dających wiarygodne papiery placówkach, a potem przejdźmy kurs dogoterapii w fundacji dogoterapeutycznej, jeśli zamierzamy włączyć do swojej pracy psa. Szkolmy się w ten sposób do czasu aż nie powstanie zgodna z systemem oświaty szkoła kształcąca kyno/dogoterapeutów, bądź specjalizacja na studiach np. fizjoterapeutycznych.

      I sprawa ostatnia. Jeśli  PTK dążyło do utworzenia zawodu kynoterapeuty, to czyżby celem były... pieniądze? Bo przecież jeśli tworzy się zawód, to za zawodem idzie też płaca.

      Do tej pory działania określane dogo/kynoterapią były wykonywane przez fundacje i wolontariuszy. Zajęcia w większości placówek były bezpłatne. Czasem placówki dziękowały wolontariuszom kupnem karmy dla psów, lub zwrotem kosztów przejazdu na zajęcia. Teraz jak powstał zawód, to będzie się można ubiegać o płacę za wykonywanie owego zawodu. Chyba nie o to chodzi w idei animaloterapii na całym świecie...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Po co zawód kynoterapeuta?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anna.schmidt
      Czas publikacji:
      środa, 16 czerwca 2010 13:27
  • środa, 03 lutego 2010

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

tekst alternatywny

Szczypta Świata - produkty Fair Trade, yerba mate, muzyka Putumayo, chusty do noszenia dzieci, biżuteria etniczna Psy, rasy psów, pies w hodowli, psy rasowe, wszystko o psach PustaMiska - akcja charytatywna

Opcje Bloxa