Psia Terapia

W dżungli życia,w życia buszu zawsze Ci pomogą cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon . L.J.Kern

Wpisy

  • sobota, 09 marca 2013
    • Koń dla Heleny

      Dla pięknej, choć nie Trojańskiej. Na imieniny. Zrobiony przez Kaśkę (12l) w dwa wieczory. Bo dziewczynki w tym wieku to tak mają, że koniki kochają wszelakiej maści. Jednym to zostaje na starsze lata, innym się na mniejsze futrzaki przerzuca. Ja należę do tej drugiej kategorii, choć w nastoletnim wieku też do pobliskiej stadniny biegałam. A dziś? Boję się wsiąść na konia, że niby za stara jestem i się połamię... ;))) Tak więc w nawrocie zimy, która wcale mi się nie podoba, nie pozostaje nic innego jak tworzyć, choćby konie na imieniny dla tych dziewczynek, które na etapie fascynacji konikami jeszcze pozostają.

      A jak zrobić takiego "łatka"? Wycina się formę z kartonu, okleja szarym papierem, a potem skrawkami materiału. Na koniec dokleja grzywę, ogon, oko i przykleja się do deseczki (trochę trzeba poczekać aby się spionizował). I jest koń dla Heleny. A wkrótce Kaśka rozpocznie produkcję konika na nasz domowy parapet, aby zastąpił zimowego renifera, który wciąż stoi i spogląda na ponownie zaśnieżony park. Wiosno wracaj!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Koń dla Heleny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anna.schmidt
      Czas publikacji:
      sobota, 09 marca 2013 14:54
  • czwartek, 07 marca 2013
  • wtorek, 05 marca 2013
    • O tym jak wiejskie powietrze szkodzi miejskim Burkom

      Wiosna. Gęsi lecą nad miastem jak najęte, przebiśniegi przebijają się wcale nie spod śniegu, tylko resztek zeschniętych liści, rywalizują z nimi o zainteresowanie barwne krokusy, ptaki świergolą dniami na drzewach, by nocą pałeczkę "świergolenia" przejęły marcowe koty. Wiosna na całego, choć w kalendarzu dopiero początek marca. A jak wiosna, to sezon działkowy pora rozpocząć. I to nie takie tam godzinne odwiedziny w celach oglądowo-fotograficznych, tylko siedzenie na dobre. A na przemian z siedzeniem przycinanie drzew owocowych, zgrabianie osłon zimowych (w tym tych zeschniętych liści, aby urodę wiosennej flory lepiej można podziwiać), wieszanie budek lęgowych, czyszczenie stawu i oczka z zimowych pozostałości itd. A jak siedzenie na leśnej działce za miastem, to oczywiście domowe, miejskie Burki (czytaj: żadne Burki tylko Teri i Kika), także w inwentarzu zabrać trzeba.

      I cieszą się Burki początkowo niemiłosiernie z tej leśno-łąkowej działki. Oszczekują psy sąsiada (jedynego zamieszkałego sąsiada w okolicy, bo to lasy, pola i bagna wkoło). Penetrują okoliczne łąki w poszukiwaniu myszy i kretów, moczą się w bagiennych bajorach (tu amatorem takich błotnych kąpieli jest Teri), tarzają się w resztkach padliny (tu amatorką jest zdecydowanie Kika), węszą śladów dzikich stworów, nasłuchują krzyków żurawi (to też zdecydowanie Teri), lub wyciągają kijki z ogniska domagając się zabawy (to zdecydowanie Kika). Poza tym człapią się za domownikami (a, że domowników dużo, to się muszą nabiegać zanim ogarną gdzie kto ze stada przebywa) i przeszkadzają, zwłaszcza jeśli przycina się gałęzie (to się nazywa, że niby pomagają je nosić do ogniska :)))

      I tak mijają godziny, Burki się wietrzą, wdychają leśne powietrze. W końcu padają gdzieś pod drzewem, wygrzebawszy sobie wcześniej dołek (to Teri), lub pod drewnianym stołem (to Kika) i czekają na powrót do miasta.

      Kilka lat temu, kiedy Kikę dostaliśmy pod koniec maja z Gdyni (a tam przebywała prawie 2 lata w schronisku i domu tymczasowym), Kika od czerwca zaczęła z nami jeździć na naszą leśną działkę. Po jednej z takich całodniowych wypraw  wskoczyła do samochodu, padła na podłodze w aucie i... tak już została. Odmówiła kategorycznie wyjścia z samochodu  po przyjeździe do domu. Żadne tam ciągnięcie za smycz, wołanie. Padła w aucie i już. Przerażenie w domu straszne, bo co powiemy w fundacji w Gdyni, z której dostaliśmy psa?  Psa niechybnie zamęczyliśmy, a może coś zjadł na działce, coś wygrzebał, podtruł się? Zapadła decyzja, że trzeba Kikę "reanimować" u weta. A, że wciąż z auta się ruszyć nie chciała, to w tym aucie do weta pojechała. A przed wetem pieski różne, czekają w kolejce, szczekają, już je na parkingu słychać było, bo to nie taki mały gabinecik, tylko klinika weterynaryjna była. I co? Pies ożył. Cały ten psi harmider sprawił, że się Kika pozbierała i ożyła. I nawet nic jej nie było, po prostu nawdychała się "natury", pobiegała, zakosztowała wiejskiego powietrza w nadmiarze i padła ze zmęczenia.

      I co roku, wiosną mamy powtórkę tego zdarzenia. Psy muszą się przestawić na życie w naturze i dopiero po kilku całodziennych pobytach na działce odzyskują kondycję i aktywność wiejsko-leśnych Burków. A z jaką radością wracają do swoich łóżeczek w mieście :) I jaki spokój potem aż do dnia następnego, nawet na spacer nie chcą wyjść. Byle nie wyciągać ich z miękkiego legowiska i ze snu nie budzić. Ech, to z tą kondycją chyba jednak przesadziłam... Jednak miejski Burek zawsze pozostanie Burkiem miejskim ;)

      Jutro może kilka fotek z takiego wiosennego wypadu działkowego.

      PS. A wszystkich zainteresowanych zdrowiem Terego informuję, że łapki już w formie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „O tym jak wiejskie powietrze szkodzi miejskim Burkom”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anna.schmidt
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 marca 2013 10:41
  • niedziela, 03 marca 2013
  • piątek, 01 marca 2013

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

tekst alternatywny

Szczypta Świata - produkty Fair Trade, yerba mate, muzyka Putumayo, chusty do noszenia dzieci, biżuteria etniczna Psy, rasy psów, pies w hodowli, psy rasowe, wszystko o psach PustaMiska - akcja charytatywna

Opcje Bloxa