W dżungli życia,w życia buszu zawsze Ci pomogą cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon . L.J.Kern



Psy, rasy psów, pies w hodowli, psy rasowe, wszystko o psach
sobota, 16 października 2010
Pożegnanie

W związku z brakiem czasu zawieszam prowadzenie bloga. Może kiedyś jeszcze powrócę do pisaniny, ale w tej chwili łączenie obowiązków 4 dzietnej matki i pracującego, oraz wciąż szkoloącego się psychologa pochłania mi tak wiele  energii i czasu, że na blogowanie niestety już go nie pozostaje. Myślę, że blog i tak spełnił funkcję o jakiej myślałam w momencie jego powstawania. W tamtym okresie jeszcze nie istniała żadna strona poznańskich fundacji dogoterapeutycznych, dopiero zaczynały one swoje działania. Chciałam wtedy aby ten blog wypełnił tę pustę medialną. W tej chwili w okolicach Poznania są już 2 działające fundacje, każda z nich ma swoją stronę i do nich odsyłam zainteresowanych dogoterapią w Wielkopolsce. Chciałam też trochę podzielić się moją przyjaźnią do psów i sposobem patrzenia na pracę z psem. Dlatego każdego zainteresowanego odsyłam do dawnych notek na ten temat.

A na koniec jeszcze letnia, pożegnalna fotka:

22:45, anna.schmidt , Codziennik
Link Komentarze (4) »
środa, 16 czerwca 2010
Po co zawód kynoterapeuta?

Od 1 lipca w liście zawodów i specjalności na rynku pracy, (rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 27 kwietnia), rozpocznie funkcjonowanie nowy zawód: kynoterapeuty (dogoterapeuty). Inicjatorem starań o utworzenie zawodu kynoterapeuty było Polskie Towarzystwo Kynoterapeutyczne i jak można przeczytać na stronach Towarzystwa, przypisuje sobie fakt powstania tego zawodu za sukces. Dla niewtajemniczonych, dodam tylko, że kynoterapeuta został zaklasyfikowany z kodem 323007, w grupie "Praktykujący niekonwencjonalne lub komplementarne metody terapii".

A ja się zastanawiam, po co komu stworzenie zawodu kynoterapeuty (dogoterapeuty)? I co się dziwić, że owy zawód został zakwalifikowany do metod niekonwencjonalnych (obok np. ziołolecznictwa)?

Marzeniem osób zajmujących się kyno/dogoterapią (m.in. PTK) było aby nowy zawód został wpisany do grupy zawodów bardziej "naukowych" (choćby fizjoterapii), niż "praktykujacy niekonwencjonalne metody terapii". Ale na jakiej podstawie? Aby coś zaliczyć do grona metod naukowych, muszą istnieć badania potwierdzające naukowość owej metody. Nie wystarczą "świadectwa" o radości jaką sprawia dana metoda, czy o rozwoju jakiejś umiejętności u osoby do której przychodzi pies z przewodnikiem (choćby "świadectwa"z tego blogu). To nie są naukowe, zbadane przypadki, tylko jednostkowe doświadczenia. Cały czas stoję na stanowisku, że aby mówić o terapii, najpierw musi być terapeuta. W dogoterapii widzę to w ten sposób, że najpierw jest terapeuta danej dziedziny nad którą pracujemy (pedagog, psycholog, fizjoterapeuta, logopeda itp.). On określa cel terapii, jej przebieg. Potem owy terapeuta z przeszkolonym psem (lub inna osoba-przewodnik z psem) realizują wytyczone zadania terapeutyczne, m.in. korzystając z pomocy psa. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że pies powinien spełniać rolę motywującą do lepszej pracy, bądź umilać jakieś trudne dla dziecka zadanie. Posłużę się przykładem z mojej psychologicznej "działki". Prowadziłam kiedyś terapię z 9 letnim chłopcem z bardzo patologicznej rodziny, chłopcem który nie chciał współpracować z żadnym z dotychczasowych pedagogów, psychologów, ani z kuratorem. Ja byłam kolejnym psychologiem na jego drodze. I w takiej sytuacji wykorzystałam właśnie psa. Przyszłam na spotkanie z chłopcem z Terim- moim flatem i wiem, że jego sympatie zdobyłam nie ja, tylko pies. Na każde kolejne spotkanie chlopak przychodził bardzo chętnie, bo wiedział, że będzie tam pies i będzie mógł się z nim pobawić. Ale to nie była terapia! Terapia zaczęła się dopiero potem, kiedy dzieki Teremu mogłam zdobyć zaufanie chłopca, złamać jego stereotypowe myślenie o psychologach, pedagogach itp. i przeprowadzić spokojnie psychologiczną diagnozę jego osoby i sytuacji rodzinnej. Podobnie jest też z leczeniem fobii. Spotkałam stwierdzenie, że kynoterapia leczy psią fobie. Chwileczke, to metoda psychologii poznawczo-behawioralnej leczy fobie (desensytyzacja). I to jest terapia, a wykorzystanie w niej psa jest jak najbardziej naturalne, jeśli mówimy o psiej fobii, ale nie nazywajmy tego od razu kynoterapią! Inna "działka"- logopedia. Każdy logopeda przeprowadza najpierw diagnozę, a dopiero potem wyznacza ćwiczenia dla dziecka (np. dmuchanie, układanie ust w ryjek itp.). W wykonywaniu tych ćwiczeń może pomóc obecność psa.  Jest to metoda na uzyskanie celu i uprzyjemnienie wykonywania trudnych ćwiczeń, ale nie nazywajmy tej metody zawodem.  To wciąż logopedia, a przez kyno/dogoterapią można okreslić metodę wykorzystania psa podczas ćwiczeń logopedycznych.

Podsumowując ten wątek. Zaliczenie kynoterapii do grona zawodów "niekonwencjonalnych", to niestety degradacja zupełnie naukowych poczynań niektórych osób, wykorzystujących psa w swej pracy pedagogicznej, logopedycznej, fizjoterapeutycznej, czy psychologicznej. Tych działań gdzie jest okreslona diagnoza i program ćwiczeń ustalonych przez daną dziedzinę nauki, a gdzie pies pełni rolę  pomocniczą, motywującą. Z drugiej strony stworzenie tego zawodu legalizuje poczynania wielu osób bez kierunkowego wyksztalcenia, które odwiedzając dzieci z psem, bez wcześniejszej diagnozy dziecka, nazywają swoje działania zupełnie niepotrzebnie terapią. A jeszcze teraz będą mogły powiedzieć, że wykonują zawód kynoterapeuty.

Kolejna sprawa. Aby mówić o zawodzie, powinny być szkoły kształcące w wykonywaniu tego zawodu. Czy obecne sposoby kształcenia przez fundacje i kurs bydgoski PTK można nazwać "szkołą". Czy obecny system szkoleń jest zgodny z przepisami oświaty i szkolnictwa? Przecież jeżeli ktoś chcialby zostać kynoterapeutą, to powinien mieć zagwarantowaną placówkę oświatową, gdzie może zdobyć dyplom i tytuł kyno/dogoterapeuty. Obecny system szkoleń niestety tego nie zapewnia. Niemniej obawiam się, że teraz PTK może swoją kilkuletnią bydgoską szkołę uznać jako kształcącą w zawodzie kynoterapeuty. Nie mam nic przeciwko szkoleniom dogoterapeutycznym, ale tylko wtedy jeśli nie mamią one uzyskaniem tytułu kynoterapeuty, jako zawodu. Dlatego szkolmy się lepiej jako pedagodzy, psycholodzy, fizjoterapeuci w renomowanych, dających wiarygodne papiery placówkach, a potem przejdźmy kurs dogoterapii w fundacji dogoterapeutycznej, jeśli zamierzamy włączyć do swojej pracy psa. Szkolmy się w ten sposób do czasu aż nie powstanie zgodna z systemem oświaty szkoła kształcąca kyno/dogoterapeutów, bądź specjalizacja na studiach np. fizjoterapeutycznych.

I sprawa ostatnia. Jeśli  PTK dążyło do utworzenia zawodu kynoterapeuty, to czyżby celem były... pieniądze? Bo przecież jeśli tworzy się zawód, to za zawodem idzie też płaca.

Do tej pory działania określane dogo/kynoterapią były wykonywane przez fundacje i wolontariuszy. Zajęcia w większości placówek były bezpłatne. Czasem placówki dziękowały wolontariuszom kupnem karmy dla psów, lub zwrotem kosztów przejazdu na zajęcia. Teraz jak powstał zawód, to będzie się można ubiegać o płacę za wykonywanie owego zawodu. Chyba nie o to chodzi w idei animaloterapii na całym świecie...

 

poniedziałek, 14 czerwca 2010
"Zakupiony" Poznań

Poznań ogłosił konkurs na najbardziej zasr... przez psy ulicę w mieście. Zdobywca "zaszczytnego" 1 miejsca zostanie wysprzątany. Więcej informacji o akcji tu. Wśród 'laureatów", którzy przeszli do finału jest też ulica przy której jest wejście do ośrodka w którym pracuję. Ale owa ulica to nie szczyt zakupienia, są lepsze od niej. Zwłaszcza na starych Jeżycach, gdzie brak i miejsc do wyprowadzania psów, i prawie nie ma psich toalet, ani psich pakietów z woreczkami na kupy. Więc nawet jeśli właściciel czworonoga ma dobrą wolę i chce pozbierać to co pupil zrobił, to powinien dysponować własnym woreczkiem i owy woreczek wyrzucić do najbliższego kosza, bo na psie odchody koszy w okolicy brak. A jak wyrzuci do kosza nieoznakowanego i bez worka to może jeszcze kare zapłacić, bo do takich koszy teoretycznie nie wolno wyrzucać psich odchodów (względy sanitarne).

Ale dla chcącego nic trudnego. Gorzej z tym chceniem sprzatania kup wśród właścicieli psów. Przyznajmy sami, nie należy do przyjemności schylanie się po spacerowy urobek domowego pupila. Niemniej ja sprzątam, a nawet noszę prawie w każdej kurtce i bluzie własne woreczki na psie kupy, aby nie biegać w poszukiwaniu "psiego pakietu", jak zajdzie potrzeba. Ale tych co sprzątają w pobliskim mi parku jest niewielu, mimo że w parku są 2 stanowiska z workami i co kawałek kosze z naklejką z psem:"sam po sobie nie posprzatam".

Tych którzy mają motywacje do sprzątania po psie moim zdaniem cechują 3 właściwiści:

1.Dojrzały rozwój społeczny i moralny, oparty o uwewnetrznione zasady, a nie lęk przed karą.

2. Wiedzę o tym jak to psie odchody przyczyniają się do roznoszenia pasożytów wśród innych zwierząt i wśród ludzi.

3. Poczucie estetyki.

A wracając do poznańskiej akcji głosowania na najbardziej "zakupioną" ulicę i jej sprzątania w nagrodę, to mój syn podsumował ją bardzo trafnym pytaniem retorycznym:" To teraz ludzie będą srali z psami na ulicy tylko po to aby potem miasto tą ulicę wysprzątało?" Miejmy nadzieję, że będą tylko głosowali...

17:45, anna.schmidt , Codziennik
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 maja 2010
Pies i niemowlę cz.2

Nie zostawaj sama z noworodkiem i psami po przyjeździe ze szpitala, (czyli pokaż dziecko psom jeśli 2 osoba może kontrolować psie reakcje) - to powinno być pierwsze przykazanie każdej matki. Proza życia okazła się jednak bardziej skomplikowana. Po 2 dniach od porodu, ze szpitala odebrał mnie mąż, podrzucił z Dzidzią przed dom i... pojechał po pozostałe pociechy do placówek edukacyjnych. Tak więc wejście w psie progi z Dzidzią w foteliku samochodowym zaliczyłam sama. I nawet początkowo nie było źle. Psy oszalały z radości na mój widok, wylizały pańcie, na szczęście nie mają w zwyczaju skakać na wchodzących, więc wszystko szło na razie bezkolizyjnie. Śpiąca Dzidzia wylądowała na ten czas na stole (nadal w foteliku), a psy jakby jej  nie dostrzegły. Podbudowana taką reakcją, postanowiłam sama zapoznać czworonożne stado z nowym członkiem rodziny. Wyciągnęłam Dzidzie z fotelika, usiadłam w fotelu i... Do psów dopiero teraz dotarło, że pańcia przyniosła COŚ do domu i to COŚ żyje, a nawet wydaje jakieś piszczące głosy. Teri osiągnął stan ogólnego pobudzenia podobny do tego jak po powąchaniu suki z cieczką, Kika jak na widok jakiegokolwiek dzikiego stworzenia. Siedzenie  stało się niemożliwe, bo po powąchaniu Dzidzi psy by ją najchętniej wylizały, wyiskały za uchem (to Kika), a w mojej wyobraźni stanęła jeszcze wizja, że potem wzięły by Dzidzie za kark i przeniosły do swojego legowiska. Moja wizja przewidywalnych psów okazała sie mrzonką, a w  głowie zaczęły się wylegać paranoidalne lęki co do psich intencji. Gdziekolwiek się nie ruszyłam z Dzidzią, tam psy w podskokach podążały za nami. Przed całkowitą paranoją i depresją poporodową z powodu reakcji  czworonogów uchroniła mnie pozostałość racjonalizmu w myśleniu, która podpowiedziała mi, że to co może mnie teraz uratować to... psie posłuszeństwo, czyli SIAD i ZOSTAŃ. "Zostań" przynajmniej do czasu aż nie wróci mój mąż...

Przypomnij i przećwicz z psem podstawowe komendy posłuszeństwa, jeszcze przed narodzeniem dziecka- to kolejna zasada młodej, zapsionej  mamy. Warto ćwiczyć wszystkie komendy w różnych sytuacjach, zwłaszcza w coraz trudniejszych dla psa (rozproszenia). Przydają się nie tylko komendy podstawowe: SIAD, WARUJ, ZOSTAŃ, ale i te które pozwalają na usunięcie psa z pokoju, lub łóżka. Warto też nauczyć psa, że może być przepychany w inne miejsce na łóżku przez domowników (zwłaszcza dzieci). Ale wcześniej pies powinien mieć zaufanie do domowników i przekonanie, że nie grozi mu z ich strony krzywda. Również ze strony dzieci.  Dlatego dbajmy o to aby posiadane już dzieci nigdy nie męczyły czworonogów, nie szarpały za kudły, wkładały palcy do uszu, ograniczały przestrzeń psu (pochylając się nad nim, kładąc, czy zamykając mu wyjście np. pod stołem), bo zestresowany pies nie zinterpretuje dobrze potem "przepychania" przez dziecko na łóżku, tylko niestety może warknąć ze strachu.

Posłuszeństwo to podstawa też hierarchii rodzinnej. Nie jestem miłośnikiem teorii dominacji, ale zgadzam się z tezą, że pies powinien znać swoje miejsce w rodzinie i, że nie powinno ono być ważniejsze niż miejsce dziecka. Dlatego warto pokazywać psu, że dziecko ma pierwszeństwo i jest ważniejsze w zajmowaniu określonego miejsca np. na kanapie.

A jeżeli ma się "problemowego" psa, to bezwzglednie należy zacząć rozwiązywać jego "problemy" jeszcze przed narodzeniem dziecka.

Nie stawiaj świata psa na głowie po urodzeniu dziecka, (czyli nie zmieniaj większości psich nawyków, samo pojawienie się dziecka i tak już jest sporą zmianą)- to kolejna zasada. Świat moich psów "stanął na głowie" na początku mojej ciąży, a to z tego powodu, że nie mogłam przez jakiś czas wychodzić z nimi na spacery, bo musiałam leżeć. Spacery, ich trasa i czas trwania uległy wówczas skróceniu. Rekompensatą  okazało się to, że psy mogły polegiwac ze mną w łóżku w dowolnych porach. Dla Kiki całodniowe leżenie pod kołdrą i zawiązywanie sadełka oznaczało wkroczenie w stan błogostanu, z ktorego wyrywały ją tylko dźwięki szurającej w kuchni po popdłodze miski z jedzeniem i dzwoniącej smyczy z szeleczkami (dźwięk spaceru). Niemniej świat troche stanął na głowie... Plusem tej sytuacji okazało się to, że psy dużo wcześniej przyzwyczaiły się do krótszych spacerów z pańcią i spuszczania nie nad dalszym jeziorem, tylko na pobliskiej polanie, jak i do wychodzenia na spacer nie tylko z pańcią, ale i z innymi osobami.  Teraz kiedy dziecko jest już na świecie dobrym rozwiązaniem okazało się również zatrudnienie opiekunki do... spacerów z Dzidzią, tak aby pańcia po staremu mogła wyjść na dalszy spacer z psami.

Nagradzaj psy podczas ich kontaktu z niemowlakiem (słowem, głaskaniem, smaczkami), tak aby dziecko kojarzyło im się z przyjemnością, a nie ograniczeniami i karami. Nie zabraniaj psu kontaktować się z dzieckiem. Pozwalam psom powąchać Dzidzię, polizać (ale nie wylizać!), a nawet (co widać na zdjęciu) położyć się obok Dzidzi na kanpie. Chwalę psiaki za wszystkie spokojne zachowania wobec dziecka. Początkowy stan pobudzenia (czyt. ad.1) minął po kilku dniach i obecnie psy nie przejawiają najmniejszego podniecenia nawet jak Dzidzia wydaje niestworzone piszczące odgłosy. Cóż, proza życia, nowy zadomowiony już członek stada.

Spotkałam się też z zachęcaniem aby nauczyc psy sygnalizowania kiedy dziecko płacze. Moje psiaki przez dobry tydzień miały ochotę towarzyszyć Dzidzi na każdym kroku (co nie ukrywam bywało  uciążliwe) i spontanicznie sygnalizowały zmiany stanu dziecka (ze spania w darcie się), więc nagradzanie ich spontanicznego zainteresowania  pewnie szybko nauczyłoby je sygnalizowania, że Dzidzia płacze. Dla mnie jednak cenniejszą ich reakcją okazywał się brak zainteresowania noworodkiem, więc zaniechałam angażowania psów w jakąkolwiek "opiekę" nad dzieckiem. W końcu Dzidzia ma do opieki mamę a nie psy i rodzeństwo które nie omieszka wrzasnąć "Mama, Dzidzia beczy!"

Nawet jeśli masz najcudowniejszego psa na świecie nie zostawiaj niemowlaka samego z psami. Pies może nie chcieć skrzywdzić dziecka, ale może zrobić to niechcący, lub źle zinterpretowawszy sytuacje.

A na koniec dla wszystkich mam pedantycznych i zalęknionych odzwierzęcymi chorobami, odrobaczaj regularnie psa i dbaj o niego zwyczajnie jak o psa, i to wystarczy, (czyli nie zamęcz psa nadmierną higieną i kąpielami w detergentach). Acha i sprzątaj na spacerach po psie kupy, bo kiedyś w te kupy może wdepnąć twoje lub inne dziecko.

I już zupełnie na sam koniec: poznałam niedawno rodzinę w której jest 10 dzieci (część w ramach rodzinnego domu dziecka) i 2 psy. I jak to "stado" pięknie funkcjonuje :) Więc nie panikujcie jak macie 1 dziecko i 1 psa.

22:53, anna.schmidt , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 maja 2010
Pies i niemowlę.

W necie roi się od pytań przerażonych młodych mam, które będąc w ciąży zastanawiają się jak ułożą się kontakty ich dziecka z posiadanym już psem. Można znaleźć też wiele porad (mniej lub bardziej mądrych) odpowiadających na te pytania. Z tej racji, że mój blog wszedł w tryb mocno macierzyński dołącze do istniejącego już szumu informacyjno-poradniczego i napiszę trochę o naszych psio-niemowlęcych doświadczeniach.

Jeszcze przed narodzeniem Dzidzi, sama informacja o 4 dziecku i życiu owego dziecka z 3 rodzeństwa i 2 psami spowodowała przerażenie raczej w ciotecznych kręgach niż w we mnie. Pojawiała się nawet propozycja, że jedna z cioć (zresztą wspaniałych i bardzo kochanych) weźmie od nas Kikę, tym bardziej, że obie zapałały do siebie wielką sympatią. Tym sposobem Ciocia chciała nam troche ulżyć w codziennych trudach opieki nad psio-ludzkim stadem. Perspektywa przeprowadzki Kiki okazała się jednak tylko marzeniem zacnej Cioci, gdyż moje dzieci zaprotestowały intensywnie, stwierdzając, że Ciocia może wziąć do siebie Dzidzie, a nie Kikę. Szczęście, że Dzidzi nie było jeszcze wtedy na świecie i nie słyszała owych protestów, więc nie poniosła życiowej traumy ze strony rodzeństwa.

Ja ze spokojem patrzyłam na moje kochane psy, licząc na ich miłość do ludzi, obycie z dziećmi i pojawiające się u nich w porywach podstawy posłuszeństwa. Nie przygotowywałam jakoś specjalnie psów do przybycia niemowlęcia do domu. Jedynie miesiąc przed narodzeniem pojawił się w domu nowy mebel (łóżeczko), które niestety stanęło w strategicznym dla psów miejscu, tzn przy oknie, utrudniając dotychczasowy wolny dostęp do owego okna. Psy przyjęły owy mebel ze stoickim spokojem i przeniosły się z patrzeniem na świat do innego okna. Ta reakcja tylko utwierdziła mnie w moim spokoju i przekonaniu, że poradzę sobie z reakcją psów na Dzidzie, bo przecież dobrze je znam i wiem czego się po nich spodziewać.  I to był błąd. Reakcja czworonogów na przywitanie mnie i Dzidzi po przyjeździe ze szpitala przerosła moje wyobrażenie... ;)

c.d.n

21:34, anna.schmidt , Codziennik
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 kwietnia 2010
To tylko reklama ;)

Mój syn zaczął pisać nowego bloga i założył się za mną, że za rok będzie mieć więcej komentarzy niż ja. Dobrze zaczyna, po godzinie od pierwszego wpisu miał już 1 komentarz.

Co za czasy dzieci zaczynają rywalizować z rodzicami na "pisarstwo" w necie ;)))

18:41, anna.schmidt , Codziennik
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 kwietnia 2010
Interwały

Kasiek siedzi przy pianinie i gra piosenkę "Kundel bury", co chwilę przerywa i coś zaznacza w nutach.

-Uczysz się tej piosenki na lekcje fortepianu?-pytam zdziwiona, bo zazwyczaj w muzycznej na fortepian zadają ambitniejszy repertuar.

-Nie, mam zaznaczyć interwały. Na kształcenie słuchu- zamruczało dziecko znad nut.

Uff, dobrze, że pani od kształcenia słuchu dała dzieciom tę piosenę, a nie jakąś bogoojczyźnianą twórczość. Zdecydowanie milej jest szukać interwałów w piosence o psie (jeśli to zajęcie wogóle może być miłe). Zwłaszcza dla małych dziewczynek kochających wszelkie pieski, koniki i inne zwierzątka. I jak widać takowe piosenki dobrze się spisują nie tylka na zajęciach terapeutycznych z psem, ale i muzycznych. A dla wszystkich zainteresowanych ewentualnym szukaniem interwałów, albo dogoterapeutycznym wykorzystaniem piosenki, przypominam o jaką piosenkę chodzi:

KUNDEL BURY


Gdy był mały, to znalazłem go w ogródku
I wyglądał jak czterdzieści dziewięć smutków.
Taki mały, taki chudy,
Nie miał domu, nie miał budy,
Więc go wziąłem, przygarnąłem, no i jest.

Razem ze mną kundel bury,
Penetruje wszystkie dziury,
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies.
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies.

Gdy jest obiad to o kundlu najpierw myślę,
Gdy jest brudny, to go latem kąpię w Wiśle.
Ma numerek i obrożę
I wygląda nie najgorzej,
Chociaż czasem ktoś zapyta: co to jest?

Razem ze mną kundel bury,
Penetruje wszystkie dziury,
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies.
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies.

Ludzie mają różne pudle i jamniki,
Ale ja bym nie zamienił się tam z nikim.
Tylko mam troszeczkę żalu,
Że nie dadzą mu medalu,
Bo mój kundel to na medal przecież jest.

Razem ze mną kundel bury,
Penetruje wszystkie dziury,
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies.
Kundel bury, kundel bury,
Kundel bury fajny pies.

wtorek, 06 kwietnia 2010
Kuracja odmładzająca

-Mamusiu ile ty masz lat?- popatrzył na mnie i zapytał z dezaprobatą mój Najstarszy Syn, jak wychodziliśmy z Dzidzią i psami na spacer.

No tak... Mając 4 dzieci i 2 psy na spacer biegnę w domowych dresach, bez kolorków na twarzy i adidasach, które jak wczesniej stwierdził Syn, noszą jego koleżanki. Włosami też się  nie przejmuję, bo są krótkie. Cóż, wiekiem już za bardzo chwalić mi się nie wypada, bo to  już chyba lata z górki lecą niż pod górkę, ale czego się wstydzić? Syn  doczekał się odpowiedzi.

- Wiesz co, to ty nie wyglądasz na tyle lat - podsumował. Tym razem z podziwem w głosie.

Ha, dzieci, psy, bezpłatne odmładzanie! ;)

15:00, anna.schmidt , Codziennik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 kwietnia 2010
Wielkanoc

Wesołych Świąt

Rysunek wykonała moja 9-letnia Kasia.

Przepraszam za brak nowych wpisów. Na razie blog przeszedł w tryb urlopu macierzyńskiego. Może wkrótce się zmobilizuje i coś napiszę, bo refleksji wiosennych mi nie brak, brak tylko czasu dla bloga.

 

13:33, anna.schmidt , Codziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18