Psia Terapia

W dżungli życia,w życia buszu zawsze Ci pomogą cztery łapy, para uszu, oczy, nos i ogon . L.J.Kern

Wpis

środa, 28 października 2009

Oswajanie ze śmiercią.

W związku z nadchodzącymi dniami: Wszystkich Świetych, Dnia Zmarłych, nastrojem jesiennym i refleksjami o przemijaniu, pomyślałam sobie o tym jak zwierzęta domowe mogą uczyć dziecko radzić sobie z żałobą.

Zauważyłam, że w naszej obecnej kulturze uciekamy od smutku, żalu i wielu dorosłych ludzi jak tylko poczuje psychiczny dołek, to biegnie do psychologa na terapie, lub do psychiatry po leki. Trudno nam też towarzyszyć tym którzy przeżywają smutek. Mamy przymus zaprzeczania takim emocjom ("Nie przejmuj sie, będzie dobrze"), natychmiastowego radzenia ("Weź się w garść") i coraz częściej tylko w gabinetach psychoterapeutycznych można znaleźć kogoś kto zwyczajnie JEST z osobą w depresji, oswaja ją z przeżyciami, uczy jak na nie bez paniki spojrzeć i przeżyć smutek. A jeżeli sami uciekamy przed smutkiem i boimy sie go przeżywać, to niestety nie nauczymy również dzieci jak one mają sobie radzić w sytuacjach straty i przeżywanenego żalu po stracie.

Właśnie obcowanie ze zwierzętami, które w wiekszości żyją krócej niż my, oswaja dziecko z patrzeniem na starzenie się i kiedyś śmierć ukochanego pupila. Ja wypłakałam i pochowałam już w swoim życiu ukochanego psa z dzieciństwa, a potem psa mojego męża, za to nasze dzieci doświadczyły na razie tylko żałoby po mniejszych pupilach (papudze, rybkach, jeżu, znalezionych w ogrodzie ptaszkach). Za to już teraz patrzymy wspólnie na sierść Terego i szukamy siwych włosów i rozmawiamy o starzeniu się zwierząt i o tym jak to będzie jak kiedyś psy zdechną. I nie ma sensu uciekać w takiej sytuacji w pocieszanie typu "kupimy nową papużkę, pieskia, chomika itp.", bądź jeszcze gorzej w szybkie, potajemne kupowanie drugiego, podobnego egzemplarza, aby dziecko nie zorientowało się, że poprzedni zdechł. Właśnie takie sytuacje pozwalają na oswojenie się z żalem po stracie, na wypłakanie się i wspólne pochowanie pupila. A że dziecko cierpi? No tak cierpi i własnie wtedy jako dorośli mamy z nim być, pozwolić mu przejść wszystkie etapy żalu (zaprzeczanie, złość, smutek), po to aby nauczyło się radzić sobie ze śmiercią, przemijaniem i zaakceptowało fakt istnienia także przykrych rzeczy w życiu.

A na koniec tej już listopadowo brzmiącej refleksji piękny wiersz Barbary Borzymowskiej

"Psia dusza"

To tylko pies, tak mówisz, tylko pies...
A ja ci powiem
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki czlowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
A kiedy się pożegnać trzeba
I psu czas iść do psiego nieba
To niedaleko pies wyrusza
Przecież przy tobie jest psie niebo
Z tobą zostaje jego dusza

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
anna.schmidt
Czas publikacji:
środa, 28 października 2009 10:18

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość lucyna napisał(a) z bbnwebdproxy2.europe.hp.net komentarz datowany na 2009/10/28 11:29:47:

    a ja nigdy nie powiem że pies/kot zdechł.
    ja wiem - dla niektórych to tylko zwierzę.
    dla mnie - ktos kogo ja kocham i ktos kto mnie kocha - jak mogłabym powiedzieć tak o swojej suczce która nawet już ciężko chora, nawet już półprzytomna szukała nosem mojej dłoni , a kiedy znalazła lezała spokojnie?
    ona odeszła, a nawet umarła - cóż kochałam ją ( nadal kocham..)

  • Gość MalutkaM napisał(a) z host-89-228-148-181.gorzow.mm.pl komentarz datowany na 2009/10/28 16:49:35:

    To ja przyniosłam do domu mojego pierwszego i jedynego psa. Miałam wtedy 7 lat... Mimo że zwykła, pospolita znajda, dla mnie najwspanialszy, najmądrzejszy psiak. I największy przyjaciel, bratnia dusza, mimo że "milcząca"... Choć tyle emocji można wyrazić bez słów... :) Był przy mnie zawsze - kiedy się śmiałam biegając z nim po podwórku jako dziecko, kiedy zmieniałam kolejne szkoły dorastając i zmagając się z młodzieńczymi rozterkami, później z poważniejszymi problemami. Kiedy przeżywałam swoją pierwszą młodzieńczą miłość i płakałam cichutko we własnym pokoju zlizywał z policzków moje pierwsze gorzkie łzy, tuląc się do mnie. Kiedy ze szpitala przywiozłam do pustego domu córeczkę, to on nas przywitał, zaglądając ciekawsko w becik i liżąc delikatnie tą małą istotkę. Kiedy była już większa i niezgrabnymi dziecięcymi ruchami ciągnęła go niedelikatnie za sierść wszystko cierpliwie znosił... Po prostu zawsze przy mnie był i patrząc na mnie z uwielbieniem w oczach machał wesoło ogonem... Kiedy po 17 latach rozchorował się na tyle poważnie, że nie było już szans na poprawę, zapadła decyzja o nieprzedłużaniu jego cierpienia. Myślę, że wiedział co go czeka, ale świadomośc tego że z nim byłam dodawała mu otuchy... Tuląc go, szeptałam mu cicho w uszko, że zawsze będę go kochać i żeby się nie bał, bo ja mu krzywdy nie dam zrobić... Byłam z nim do końca... ;( Płakałam długo, bardzo długo... Początkowo nie byłam w stanie z nikim rozmawiać, swoją rozpacz i żal przeżywałam w ciszy i samotnie... Wszak pierwszy raz zostałam z tym sama. Zabrakło jego - tej małej, czarnej istotki, która zawsze przy mnie była, mojego małego przyjaciela. Pamięć o nim zostanie na zawsze i już zawsze będę czuła niepowetowaną stratę... Ale też miłośc i radość przy ogromnie jakże miłych wspólnych wspomnień...

  • Gość Alicja napisał(a) z public77080.xdsl.centertel.pl komentarz datowany na 2009/10/28 18:01:07:

    Rozumiem wszystkich, którzy po śmierci psiego czy kociego przyjaciela nie potrafią powiedzieć ''zdechł''. One umierają często bardzo skrzywdzone przez człowieka.

  • zoska.ania napisał(a) komentarz datowany na 2009/10/28 19:19:50:

    prześliczny wiersz:) wiem , ze nieładnie papugować... ale umieszczę go na swoi blogu :)
    pozdrawiam raz jeszcze :)
    ana

  • Gość napisał(a) z chello089078216210.chello.pl komentarz datowany na 2009/10/29 01:16:06:

    Zgadzam się, fajny wiersz, i wpis...pozdrawiam, Marcin

  • Gość Asia napisał(a) z elr26.internetdsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2009/10/29 09:23:54:

    Mój ukochany pies odszedł w czerwcu tego roku. Miał 17 lat. Zawsze wszędzie razem - Asia i jej pies. Nie ma dnia, żebym o nim nie myślała i nie ma dnia, żebym za nim nie tęskniła... Wypłakałam za nim morza łez. Teraz robię album z jego zdjęciami, a ten wiersz będzie na pierwszej stronie. A w Dzień Zmarłych zapalę dla niego świeczkę...

  • anna.schmidt napisał(a) komentarz datowany na 2009/10/29 10:41:30:

    Dla wszystkich wspominających w komentarzach swoje dawne psy mam jeszcze jeden wiersz B. Borzymowskiej "Moje psie niebo":
    Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
    No, bo jeśli nie idą do nieba
    To przepraszam Cię, Panie Boże
    Mnie tam także iść nie potrzeba
    Ja poproszę na inny przystanek
    Tam gdzie merda stado ogonów
    Zrezygnuję z anielskich chórów
    Tudzież innych nagród nieboskłonu
    W moim niebie będą miękkie sierści
    Nosy, łapy, ogony i kły
    W moim niebie będę znowu głaskać
    Moje wszystkie pożegnane psy.

  • Gość Magda napisał(a) z chello087207025011.chello.pl komentarz datowany na 2009/10/31 18:08:31:

    A ja znalazłam taki wiersz:

    "Nasze psy

    Psy
    które wyszły na wieczny spacer
    cierpliwi towarzysze dziecinnych zabaw
    dyskretni świadkowie pierwszych pocałunków
    piastunki naszych dzieci
    psy
    o tyle od nas mniej skomplikowane
    że rozumiały co to wierność
    która jest dla nas abstrakcyjnym rzeczownikiem
    odmienianym przez losowe przypadki
    psy
    zazdrosne ale nie zawistne
    które umiały patrzeć prosto w oczy
    naszej samotności
    urodzeni komicy z pantoflem w pysku
    psy
    które nie przyjdą już na zawołanie"

    Elżbieta Zechenter-Spławińska

  • Gość kuba napisał(a) z ecf38.internetdsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2010/03/31 11:46:51:

    Niedawno odszedł od nas mój wierny pies. Odszedł 29.03.2010r. Poprzedni nasz pies był stary i odszedł od nas, by nie widzieliśmy jak odchodzi do lepszego świata. Marzyliśmy o nowym psie, ale nikt nie pomyślał, że nasz tata przywiedzie do nas jamnika. 2 maja 2007 roku zadzwoniłem do taty, by się dowiedzieć kiedy przyjedzie z trasy (jest kierowcą). Powiedział mi, że ma dla nas niespodzianke. Nie myśleliśmy, że ma dla nas jamnika. Nikt nie chciał jamnika, lecz gdy pierwszy raz go zobaczyliśmy to od razu nam się spodobał. Traktowałem go jak człowieka. Od kilku tygodni wymiotywał, nic nie jadł, tylko pił wode ze swojej miseczki. Był z nami nawet nie 3 lata. Jednak bardzo go kochałem. Kiedy po raz pierwszy uciekł moja siostra rozwiesiła w całym miescie jego zdjecia z nr telefonu. Po kilku dniach gdy płakaliśmy zadzwonił telefon. Pewna kobieta zobaczyła ogłoszenie i niezwłocznie do nas zadzwoniła. Przez kilka dni ukrywał sie na rynku w kamienicy. Byliśmy szczęśliwy, że odnalazł się nasz piesek. 29 marca 20010r moja siostra nie mogła spać, więc poszła do naszego pieska. Chciał pić. Wypił jedną miseczke i chciał więcej. Gdy moja siostra wróciła do niego z pełną miseczką zobaczyła, że nieruchomy leży w swoim koszyczku. O 4:20 obudził mnie płacz. Wstałem z łóżka i usłyszałem jak woła mame i mówi, że Łobuzek zdechł. Dzień wcześniej zrobiłem jemu ostatnie zdjęcie jak leżał w swoim kochanym koszyczku, by wysłać je koledze. Cały czas leżac w łóżku płakałem i wspominałem jaki był. Odszedł 4 godziny przed operacja. Mój kolega poprosił mnie dzień wcześniej, że mam mu dać znać jak z naszym pieskiem. W nocy napisałem do niego kilka sms'ów, że odszedł. Rano przed wyjściem do szkoły otwarłem drzwi do kotłowni (tam spał), by pożegnać się z nim. Gdy wróciłem ze szkoły zobaczyłem otwarta brame, zachciało mi się płakać. Gdy byłem na podwórku zobaczyłem pałący się znicz. Tata pochował go w miejscu, które bardzi lubił. Cały czas chował się pod tujami i kopał dziury w miejscu gdzie znajduje się jego grób. Ze łzami w oczach podszedłem do grabu. Ukucnołem i zaczołem z nim rozmawiać. Nawet jak żył mówiłem to niego. Jestem przekonany, że rozumie każde moje słowo. Wiem, że teraz patrzy na mnie z góry. Bóg zabrał go do siebie, by zaoszczedzić mu cierpienia. Codziennie chodzę na grób Łobuziaczka. Nazywałem go Łobuz, Łobuzek, Łobuziaczek, Pitbulek, Rudy. Teraz gdy chodze na jego grób to od razu mam łzy w oczach. Chodze tam rano jak wstane, przed szkoła, po szkole, przed tym jak wychodze na dwór i po, wieczorem i przed spaniem. Obiecałem mu kiedyś, że zrobie sobie tatuaż, na którym będzie mój ukochany piesek. Moja rodzina chce kupić nowego jamnika. Obiecałem mu, że w moim sercu jest miejsce tylko dla naszego Łobuziaczka. Był moim przyjacielem. Cały czas płacze, bo brakuje mi jego szczekania, kopania dziur, biegania po podwórku, piszczenia jego zabawek. Przez te niecałe 3 lata zakochałem się w nim. Byłem z nim prawie cały czas. Chodze bez celu. Obiecałem mu, że będe przychodził do niego tak długo, aż będe mieszkał w Krotoszynie. chciałem wyjechać za kilka lat do Californi, ale zmieniłem zdanie by być z moim pieskiem.
    Teraz ma pewnie nowych kolegów, bawi się z nimi, biega po łące. Wiem, że patrzy na nas z góry. Gdy spojrze na jakąś jego rzecz to od razu płacze.

  • Gość napisał(a) z apn-95-40-117-119.dynamic.gprs.plus.pl komentarz datowany na 2012/06/23 14:27:28:

    mój kochany piesek odszedł w maju. wszyscy mi mówią ze to tylko pies, był zemną 13 lat nie moge o nim zapomnieć. i tak bardzo go kocham[*]

  • Gość anna.schmidt napisał(a) z eoz57.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2012/06/23 20:21:39:

    Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i wspomnienia o psach. Wydaje mi się, że od 2009 roku ten wpis stal się takim "kontenerem" naszych smutków po stracie psich przyjaciół i szukaniem wspólnoty w podobnych przezyciach. I dobrze chyba, że spełnia taka rolę.

Dodaj komentarz

Kalendarz

Lipiec 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

tekst alternatywny

Szczypta Świata - produkty Fair Trade, yerba mate, muzyka Putumayo, chusty do noszenia dzieci, biżuteria etniczna Psy, rasy psów, pies w hodowli, psy rasowe, wszystko o psach PustaMiska - akcja charytatywna

Opcje Bloxa